Wiatr przybrał na sile, a ja z trudem utrzymywałam przewagę
nad swoim rywalem. Wiedziałam, że jeżeli się odwrócę ujrzę Cassiana tuż za
sobą. Przyśpieszyłam, kiedy na horyzoncie zobaczyłam Azriela i Rhysanda.
Zwycięstwo było tak blisko, a nowe skrzydła sprawowały się idealnie. Nagle
poczułam ostry ból w miejscu, gdzie dawniej znajdowały się moje prawdziwe skrzydła.
Świat stracił ostrość. Magia odmówiła posłuszeństwa i sekundę później, spadałam.
Z ust wyrwał mi się cichy jęk, a oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Nie mogłam
przeżyć upadku z tej wysokości. W głowie poczułam przerażenie podobne do
własnego i wiedziałam, że pochodzi ono od Rhysanda. Czyjeś ramiona złapały mnie
w pasie i cały świat przestał się kręcić. Przede mną ujrzałam zmartwioną twarz
Cassiana, który czule przypatrywał się mojemu ciału szukając źródła bólu. Nie
mógł go jednak ujrzeć, ponieważ jego źródło znikło już dawno. Poczułam pod sobą
twardą ziemię i uznając to za oznakę bezpieczeństwa, pozwoliłam sobie odpłynąć.
Obudziłam się w moim własnym łóżku, z wilgotnym ręcznikiem
na głowie. Rozejrzałam się po pokoju i ujrzałam to, co spodziewałam się ujrzeć.
Rhysand siedział tuż obok mnie, Azriel stał przy balkonie, a Cassian przy
drzwiach. Prawdopodobnie byłam w tym momencie najbezpieczniejszą istotą na
świecie, a oni najlepszymi niańkami. Uśmiechnęłam się pod nosem, co zwróciło
uwagę Rhysa.
- Na kocioł, ależ mnie wystraszyła, Yana – westchnął i oparł podbródek na dłoni.
- Siebie też. – przetarłam dłonią oczy i zdjęłam ręcznik z czoła. – Po co to?
- Byłaś rozgrzana - wytłumaczył Rhys i odłożył ręcznik do miski. – Co się właściwie tam stało?
Ku niezadowoleniu całej opiekuńczej trójki, podniosłam się i usiadłam na łóżku. Wpatrywali się we mnie, czekając na informacje. Odkaszlnęłam i sięgnęłam dłonią na plecy. Wzdrygnęłam się, gdy dotknęłam blizny na lewej łopatce. Azriel jakby domyślając się o co chodzi, odwrócił wzrok i zacisnął pięści.
- Poczułam ten sam ból, jak wtedy co je straciłam – wyjaśniłam głosem słabszym, niż chciałam.
Niespodziewanie, rozpalił się we mnie ogień, który chciał tylko niszczyć. Zerwałam się na równe nogi i wybiegłam na balkon, przy okazji prawie przewracając Azriela.
- Yana! – usłyszałam za sobą, ale ignorowałam ich.
Odetchnęłam głęboko i stworzyłam magiczny odpowiednik moich skrzydeł. Ponownie poczułam ten sam przeszywający ból. Wiedziałam, że Rhys to też poczuł. Czuł to przez naszą więź. Zacisnęłam dłonie na poręczy i starałam się powstrzymać szloch.
- Nie musisz tego robić. – Rhysand stanął obok mnie.
- Nie? – żachnęłam się. - Jak mam chronić Dwór Nocy, skoro sama dla siebie jestem zagrożeniem?!
Chwilę później byłam już w powietrzu. Nie mogłam pozwolić, bym straciła to co było mi tak drogie. Leciałam coraz szybciej, a ból ustępował. Wiatr delikatnie smagał moje policzki, a gwiazdy oświetlały mi drogę. Poczułam się wolna. Nie latałam już prosto. Obracałam się, pikowałam i znosiłam się do góry. Przelatywałam nad głowami fae, którzy śmieli się i wiwatowali. Byłam Panią Dworu Nocy i nie miałam zamiaru się poddać.
- Na kocioł, ależ mnie wystraszyła, Yana – westchnął i oparł podbródek na dłoni.
- Siebie też. – przetarłam dłonią oczy i zdjęłam ręcznik z czoła. – Po co to?
- Byłaś rozgrzana - wytłumaczył Rhys i odłożył ręcznik do miski. – Co się właściwie tam stało?
Ku niezadowoleniu całej opiekuńczej trójki, podniosłam się i usiadłam na łóżku. Wpatrywali się we mnie, czekając na informacje. Odkaszlnęłam i sięgnęłam dłonią na plecy. Wzdrygnęłam się, gdy dotknęłam blizny na lewej łopatce. Azriel jakby domyślając się o co chodzi, odwrócił wzrok i zacisnął pięści.
- Poczułam ten sam ból, jak wtedy co je straciłam – wyjaśniłam głosem słabszym, niż chciałam.
Niespodziewanie, rozpalił się we mnie ogień, który chciał tylko niszczyć. Zerwałam się na równe nogi i wybiegłam na balkon, przy okazji prawie przewracając Azriela.
- Yana! – usłyszałam za sobą, ale ignorowałam ich.
Odetchnęłam głęboko i stworzyłam magiczny odpowiednik moich skrzydeł. Ponownie poczułam ten sam przeszywający ból. Wiedziałam, że Rhys to też poczuł. Czuł to przez naszą więź. Zacisnęłam dłonie na poręczy i starałam się powstrzymać szloch.
- Nie musisz tego robić. – Rhysand stanął obok mnie.
- Nie? – żachnęłam się. - Jak mam chronić Dwór Nocy, skoro sama dla siebie jestem zagrożeniem?!
Chwilę później byłam już w powietrzu. Nie mogłam pozwolić, bym straciła to co było mi tak drogie. Leciałam coraz szybciej, a ból ustępował. Wiatr delikatnie smagał moje policzki, a gwiazdy oświetlały mi drogę. Poczułam się wolna. Nie latałam już prosto. Obracałam się, pikowałam i znosiłam się do góry. Przelatywałam nad głowami fae, którzy śmieli się i wiwatowali. Byłam Panią Dworu Nocy i nie miałam zamiaru się poddać.